czwartek, 5 lipca 2012

Crysis 3 - zapowiedź

Na pierwszym pokazie Crysisa 3 zaskoczyły nas trzy rzeczy. Po pierwsze: prezentowana gra zdawała się kompletna. Po drugie: mimo pozorów gotowości jej premiera planowana jest dopiero na 2013. I wreszcie po trzecie, najważniejsze: jak bardzo spodobała nam się ta odświeżona formuła strzelanki taktycznej. W liczbie mnogiej - ale jedyny i niepowtarzalny - do nowego Kryzysu przekonuje gem.

A wszystko dlatego, że Crysis 3 łączy w końcu w jedną, spójną całość najlepsze cechy poprzednich części serii. Wreszcie oferuje zarówno otwarty świat i zróżnicowanie taktyczne, pamiętane z pecetowych oryginałów („jedynka” wraz z samodzielnym dodatkiem Warhead), jak i fabularną narrację i techniczną przystępność „krajzisów” konsolowych (ubiegłorocznych Crysisa 2 i remake’u „jedynki”). Innymi słowy, jest tak, jakby sami twórcy z niemieckiego Cryteka dopiero teraz odkryli sposób na to, jak pogodzić wymagania gry z ograniczeniami sprzętu. Dzięki temu jednak „trójka” nie powinna podzielić losu Crysisa 2, który był przecież zarazem objawieniem i rozczarowaniem.
Objawieniem, gdyż w przeciwieństwie do pierwowzoru rzeczywiście działał w zasadzie na każdym dostępnym sprzęcie, a nie wyłącznie na topowych zestawach dla hardkorów. Rozczarowaniem zaś, bo okazał się w istocie zwykłą strzelanką, efektowną przebieżką przez skrypty, w której zabrakło miejsca na taktyczną otwartość oryginału. Na szczęście, jak twórcy zapewnili widownię złożoną z dosłownie kilkunastu dziennikarzy branżowych z całego świata, Crysis 3 usatysfakcjonuje zarówno fanów PC, jak i konsol.
DNA Cryteka
I rzeczywiście, ten pierwszy światowy pokaz Crysisa 3, otwarty przez szefa Cryteka, Cevata Yerli, i prowadzony następnie przez kierownika projektu, Jana Lechnera, przekonał nas, że tamte „testy technologi” to już przeszłość. Szybko stało się jasne, że autorzy bardzo poważnie potraktowali zadanie poprawienia wszystkich składowych rozgrywki tak, by w pełni odpowiadały temu, co oni sami zwą „DNA Cryteka” – przełamywaniu tradycyjnych barier i ukazywaniu nowych horyzontów.
Cele te zamierzają osiągnąć, usprawniając cztery filary grywalności, decydujące o charakterze całej produkcji: jej świat i fabułę, a także broń naszej postaci oraz... technologię: osławiony CryEngine 3. I tak już na starcie usłyszeliśmy, że miejscem akcji Crysis 3 pozostanie wprawdzie wprowadzony w „dwójce” Nowy Jork, ale w niewielkim stopniu będzie przypominać ten liniowy labirynt uliczek i dachów, jakim go zapamiętaliśmy. Teraz, po upływie 20 lat od „wielkiego” finału w Central Parku, sytuacja na wojnie ludzi i Obcych zmieniła się całkowicie. Za jakość tej przemiany ma odpowiadać nowy obiecujący autor brytyjski Steven Hall, co zapewne ucieszy tych, którym nie podobało się to, co z „dwójką” zrobił Richard Morgan.
Miejska dżungla
Jak wspomniałem, mimo zmiany scenarzysty miejscem akcji Crysis 3 pozostaje Nowy Jork – jedno z ostatnich ognisk oporu ludzi przeciw „cepidom” – Obcym obecnym w serii od jej wyspiarskich początków. Samo miasto stoi tylko dzięki chroniącej je kopule, zbudowanej przez Crynet (ściślej, jego zbrojną komórkę CELL) – korporację, która odpowiada także za nanokombinezon stanowiący symbol serii. „Stoi” to zresztą zbyt mocne słowo – inwazja cepidów sprawiła, że większość budynków leży w gruzach, a miastem na powrót zawładnęły siły przyrody. Twórcy określili ten nagły zwrot ku naturze mianem „zemsty” i... wykorzystali, by wprowadzić zróżnicowanie scenerii. Efektem jest „siedem cudów kopuły” – swoistych miniświatów o odmiennym wyglądzie i charakterze, które w trakcie gry odwiedzi nasza postać. Na prezentacji mieliśmy okazję ujrzeć tylko jeden z nich: „bagna” w okolicach Statuy Wolności. Szkice koncepcyjne ukazują jednak także trawiaste sawanny czy faktyczną miejską dżunglę z ruinami budynków i przerośniętymi stworzeniami, polującymi na nieuważnych...
Trylogia Proroka
Mimo to głównym drapieżnikiem w świecie Crysis 3 będzie nasz podopieczny – Prorok. Weterani serii pamiętają go jako charyzmatycznego dowódcę oddziału wysłanego na Linkshan, bezpośredniego przełożonego zarówno Nomada (w Crysisie), jak i Psychola (w Crysis: Warhead). Prorok pojawiał się również w Crysisie 2 – jako pierwszy właściciel nanokombinezonu 2.0, a potem także autor „komunikatów” do bohatera „dwójki”, Alcatraza.
Dla tych, którzy wytrwali z tym ostatnim do końca, nie jest zaskoczeniem, że właśnie Prorok będzie ostatnią nadzieją w walce z cepidami. Warto jednak przy tym podkreślić, że sami twórcy wycofują się z wcześ­niejszych zapowiedzi, jakoby seria Crysis miała być tylko trylogią. W tej chwili, jeśli w ogóle da się ich naciągnąć na zwierzenia dotyczące dalszych planów, mówią co najwyżej o „trylogii Proroka”. Nie jest też w sumie jasne, co działo się z tym niepokornym herosem w ciągu 20 lat, jakie minęły od czasów „dwójki”. W trakcie pokazu padło wprawdzie stwierdzenie: „był uwięziony”. I jak się domyślamy – badany przez Crynet jako ostateczna broń przeciw cepidom – szczegóły jednak każdy z graczy ma poznać sam już po premierze. Nawiasem mówiąc, dopiero wtedy też dowiemy się, jaki los spotkał całą resztę świata.
Nanokombinezon 2,5
Znacznie więcej natomiast wiemy już dziś w temacie tego, co w strzelankach najważniejsze: broni. Podstawową jest naturalnie sam nanokombinezon, który nie stanowi być może tak nowej jakości, jak w „dwójce”, ale został poważnie rozwinięty. Jego główne „supermoce” – maskowanie (niewidzialność), pancerz, siła i szybkość – pozostają więc niezmienione. Wzbogacił się jednak, jako hybrydowa technologia ludzko-Obca, o możliwość „hakowania” zabezpieczeń elektronicznych broni cepidów.
Dzięki temu będzie można podnosić oręż Obcych i używać ich niezwykłych karabinów i wyrzutni, potrafiących np. wystrzeliwać 500 pocisków na sekundę (!) albo uderzać wyładowaniami elektrycznymi. Innym sposobem wykorzystania arsenału wroga przeciw niemu samemu będzie zdolność „przejmowania” wieżyczek obronnych. Proces ten nie wiąże się z żadną minigierką, ale zapewnia zupełnie nowe opcje taktyczne. Wystarczy przecież skorzystać z maskowania, podejść blisko umocnień przeciwnika, przejąć je i... patrzeć, jak problemy rozwiązują się same.
Prymitywno-technologiczna
Najważniejszą nowość wprowadzaną w Crysis 3 stanowi jednak ukochana broń łowców całego świata: łuk. Nie jest to jednak zwykły kawałek cisu, lecz wykorzystujące nanotechnologię, kompozytowe dzieło sztuki, zdolne razić z ogromną siłą i precyzją bez – uwaga – zakłócania niewidzialności! To oznacza, że możliwe będzie skrytobójstwo – poruszanie się i eliminowanie oponentów po cichu, bez ryzyka wykrycia. Zarazem łuk kompozytowy jest w stanie wystrzeliwać prawdziwe rakiety – strzały z głowicami wybuchowymi, które z kolei przydadzą się w przypadku, gdyby jednak doszło do wykrycia.
W czasie pokazu zaprezentowane zostały obie opcje – grający najpierw czyścił przedpole ze zwiadowców i strażników po cichu. Gdy zaś śmierć któregoś z nich została wreszcie dostrzeżona, zmienił amunicję na rakiety i wykorzystując tryb pancerza, bronił się, stawiając zaporę ogniową. Było to niezbędne, bo stosowana w serii „systemic AI” stała się znacznie bardziej wymagająca – szuka gracza, a gdy sprawy przybierają zły obrót, potrafi przegrupować się, szukając wsparcia u innych. Do tego cepidy „spawnują się”, liczniej obstawiając cele ciężkozbrojnymi (także osławionymi kroczącymi czołgami – pingerami), a przedpole penetrując lekkimi zwiadowcami.
Wodę z ogniem
Podkręcone tempo akcji i jej nasycenie wybuchami nie przeszkodziły nam jednak zauważyć, jak wyraźne zmiany nastąpiły w oprawie wizualnej gry. Crysis 3 tworzony jest naturalnie przy użyciu autorskiej technologii Cryteka, a ściślej, najnowszej wersji „konsolowego” CryEngine’u 3. Mimo to już na pierwszy rzut oka widać, że „cuda spod kopuły” są dużo większe, ładniejsze i bardziej złożone niż plansze z „dwójki”. Znacznie lepiej wykorzystywane są również efekty wody – padają deszcze, woda spływa po ścianach zrujnowanych budynków, a kałuże wreszcie odbijają otoczenie, a nie jakąś domyślną teksturę tła. Ładniejszy i bardziej wiarygodny jest też ogień, który za sprawą nowego rodzaju cepidów, scorchera, stał się bronią, która najpewniej trafi z czasem także w ręce Proroka.
Do tego dołożono opcję „kill cama”, czyli specjalnego widoku na wyjątkowo spektakularną egzekucję wroga. Mogliśmy podziwiać ją przy okazji zdalnej strzały, jak również nieco później, w czasie starcia wręcz, efektu wykorzystania supersiły kombinezonu. W obu przypadkach rezultat był zupełnie satysfakcjonujący – także dlatego, że chwyt ten nie jest nadużywany.
Pierwszy hit 2013?
Niestety, wiele pytań, jakie nasunęły nam się w trakcie pokazu, nie znalazło dotąd odpowiedzi. Przykładem choćby bez mała role-playowy system usprawniania broni, umożliwiający w niewyjaśniony jeszcze sposób modyfikowanie jej szybkostrzelności, mocy czy tempa przeładowania. Podobnie tajemniczy robili się twórcy indagowani o tryb multiplayer. W Crysisie 2 takowy został stworzony przez Cryteka UK i nieco za bardzo przypominał rozwiązania typowe dla serii Call of Duty. Na rewelacje w tej kwestii jednak, jak się okazuje, przyjdzie nam poczekać przynajmniej do E3. Sami odpowiedzcie sobie, czy warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz